Wszystko zaczęło się słonecznego pierwszego maja. Moja matka ubrana w białą koszulę i słuszny krawat, wysłana przez szkołę na pochód, stała na schodach opery trzymając czerwony balon z żółtym napisem "ZSMP". Stała tam znudzona paląc ukradkiem papierosa, a szczęście miało wyłonić się z tłumu przechodzących strażaków, pielęgniarek, nauczycieli, mechaników samochodowych i kominiarzy. Szczęście chwiejnym krokiem zatoczyło się przed operą, przystanęło na chwilę, po czym wspięło się na schody i poprosiło o czerwony balon. Moja matka powiedziała "tak" i poszła z tym szczęściem pod rękę.Tak ten dzień zapamiętał mój ojciec, który podchmielony uciekł z pochodu przodowników pracy socjalistycznej na polu konstrukcji samochodów rolniczych.
Matka wprowadziła ojca do swojego domu, na pierwszym piętrze podstarzałej kamienicy, gdzie w jednym pokoju ze wspólną kuchnią i jak w balladzie - "kiblem na zewnątrz" mieszkała razem z rodzicami, babką i siostrą.
Moja prababka była malutką, zasuszoną, kościstą staruszką noszącą nieustannie kolorową chustę na głowie. Przez wszystkie wojny toczyła swój wózek z warzywami i owocami ulicami naszego miasta. Dla mnie istniała od zawsze, niezmienna, paląca papierosa bez filtra i ukradkiem pociągająca wódkę z piersiówki. Uczyła mnie niemieckiego i wyobrażałem sobie, że kiedyś była agentem walczącym z hitlerowcami, albo powstańcem wielkopolskim. Z drugiej strony mogła produkować i sprzedawać bimber żołnierzom, niezależnie w jakiej służyli armii. Jednak najczęściej gościła w mojej wyobraźni jako stary pirat, któremu rozbił się statek, a to wszystko przez to, że prababka nie miała prawego oka i patrzyła na mnie pustym oczodołem, z którego uwalniał się siwy dym z papierosa.
Matka wprowadziła ojca do swojego domu, na pierwszym piętrze podstarzałej kamienicy, gdzie w jednym pokoju ze wspólną kuchnią i jak w balladzie - "kiblem na zewnątrz" mieszkała razem z rodzicami, babką i siostrą.
Moja prababka była malutką, zasuszoną, kościstą staruszką noszącą nieustannie kolorową chustę na głowie. Przez wszystkie wojny toczyła swój wózek z warzywami i owocami ulicami naszego miasta. Dla mnie istniała od zawsze, niezmienna, paląca papierosa bez filtra i ukradkiem pociągająca wódkę z piersiówki. Uczyła mnie niemieckiego i wyobrażałem sobie, że kiedyś była agentem walczącym z hitlerowcami, albo powstańcem wielkopolskim. Z drugiej strony mogła produkować i sprzedawać bimber żołnierzom, niezależnie w jakiej służyli armii. Jednak najczęściej gościła w mojej wyobraźni jako stary pirat, któremu rozbił się statek, a to wszystko przez to, że prababka nie miała prawego oka i patrzyła na mnie pustym oczodołem, z którego uwalniał się siwy dym z papierosa.
Czekam na ciąg dalszy... :)
OdpowiedzUsuń